To co polubiłam czyli ulubieńcy sierpnia i września

23.09.2018


Wiem, wrzesień się jeszcze nie skończył, a ja już Wam tutaj daje ulubieńców z tego miesiąca. No cóż, przy edycji tego wpisu (wcześniej byli tylko ulubieńcy sierpnia) postanowiłam go trochę poprawić, w efekcie - zostało bardzo niewiele ulubieńców z sierpnia, więc postanowiłam dorzucić tych z września, abyście mieli ich jak najwięcej :)

Gadżety


O tak! To jest to co tygryski lubią najbardziej! Od mojej mamy zawsze słyszałam, że jestem straszną "gadżeciarą" i nie mieściło jej się to w głowie. Uwielbiam wszelkiego rodzaju gadżety ułatwiające życie i dobrze wyglądające - przede wszystkim dobrze wyglądające i które nie są zwykłymi "pierdołami". Co prawda nie uzbierało mi się ich zbyt wiele, nie wyłapałam tyle rzeczy, które wywołałyby u mnie chęć natychmiastowego nabycia ich, ale coś tam jednak wskoczyło :)

Pierwszym takim gadżetem jest drewniana podstawka na telefon z Ikei - Bergenes. Długo szukałam idealnej podstawki na telefon. Miałam różne, plastikowe, papierowe, w różnych kształtach i kolorach. Nie wiem, czy źle trafiałam, czy po prostu mój telefon był za ciężki na nie, ale każda się przewracała.

Postanowiłam wypróbować tą z Ikei i muszę Wam powiedzieć, jest świetna! Dobrze trzyma telefon, rowki, w które się telefon wkłada są wykończone materiałem, telefon jest stabilny, zarówno w poziomie jak i w pionie i cena jest naprawdę atrakcyjna ;)
(moja siostra używa tej podstawki również pod tablet i też się super trzyma). Z jednej strony rowek jest szerszy, a z drugiej węższy, także bez problemu zmieści się każdy telefon :)



Drugi gadżet jest niewielki bo 3 cm, ale bardzo pożyteczny, jest to osłonka na kabel - teoretycznie na kabel ładowarki, ale ja kupiłam ją z przeznaczeniem na kabel od laptopa, aby zatrzymywała kabel między ścianą a biurkiem oraz zgodnie z jej przeznaczeniem - osłaniała najbardziej narażone miejsce kabla. Dostępna była w Flying Tiger. Jest to również najbardziej uroczy gadżet spośród wszystkich wymienionych tutaj :)




Trzeci i ostatni gadżet to smartband z firmy Qilive - jest to opaska, która monitoruje nasz sen oraz liczy kroki. Tak naprawdę, kupiłam ją tylko dlatego, aby zobaczyć jak będzie mi się sprawdzać, ponieważ bardzo poważnie zastanawiam się nad kupnem Mi Band 2/3. Nie chciałam od razu kupować Mi Banda, bo nie wiedziałam, jak to będzie u mnie z noszeniem takiej opaski, więc postawiłam na razie na tańszy zamiennik. Sprawdza się świetnie, jednak nie pokazuje godziny (nic dziwnego, za taką cenę to naprawdę nie ma co oczekiwać wyświetlacza ;) Jego cena to 35zł) oraz nie mierzy nam tętna. Oprócz tego, nie mam co do niego zarzutów :)


Akcesoria biurowe 


Mam ogromną słabość do wszelkiego rodzaju ciekawych karteczek do notowania (łatwiej mi wtedy zapamiętać poszczególne informacje), elementów dekoracyjnych np. taśmy dekoracyjne lub naklejki do planowania, bo dzięki nim mogę sobie wszystko ładnie oznaczyć oraz ciekawych markerów, pisaków przydatnych do Bullet Journal i ogólnie do rysowania. Oprócz tego, bardzo lubię udoskonalać swoje miejsce pracy.

Dlatego, nie mogło w ulubieńcach zabraknąć karteczek z motywem księżyca, które nabyłam na Aliexpress (swoją drogą niedługo pojawi się wpis o rzeczach z Alie :) )




Kolejna rzecz to taśmy dekoracyjne z Ikei, w bardzo korzystnej cenie, ponieważ za jedną taśmę wychodzi 2,50 zł. Dla porównania, ostatnio kupiłam jedną rolkę taśmy dekoracyjnej za 8zł.



Polowałam na brush peny, już jakiś czas, zależało mi na bardzo nietypowych ponieważ chciałam je wykorzystać w swoim BJ. Dorwałam takie na Alie, metaliczne, z dość fajną końcówką. Fakt, faktem, nie dorównują one tym z wyższej półki, ale do BJ się nadają :)
Nie prześwitują za bardzo, pięknie się błyszczą, jednak kolor na skuwce, różni się bardzo od tego jaki jest kolor tuszu.


Ten czerwony kolor obok granatowego - to ten różowy, a granatowy to błękitny, także jaki sami widzicie kolory bardzo się różnią.

Ostatnia rzecz, z gadżetów biurowych, to podkładka na biurko z Ikei - Skvallra. Jest to zdecydowanie najlepsza podkładka jaką miałam. Jest silikonowa, gruba, od spodu ma rowki oraz jest antypoślizgowa, dzięki czemu trzyma się idealnie. Jest półprzezroczysta, co dla mnie jest bardzo przydatne, ponieważ, mogę schować pod nią (tak jak możecie zobaczyć na powyższych zdjęciach), karty informacyjne z tabelą rozdzielczości i formatów. Dzięki temu, że ta podkładka przylega idealnie do biurka, karty nie wymagają przyczepiania ich taśmą do blatu, tylko ładnie się trzymają :)

Podkładka Ikea - zdjęcie Ikea 

Kosmetycznie


Tutaj mam 5 ulubieńców, pierwszym z nich jest balsam do ust EOS Active z aloesem. Wcześniej byłam posiadaczką EOSa mięta z wanilią i muszę Wam powiedzieć, że ten z aloesem stał się naprawdę rzeczą bez której nie wyobrażam sobie wyjścia z domu - cudownie nawilża, nie wysusza ust, w przeciwieństwie do tego z wanilią. Co prawda różne opinie krążą na temat tego EOSa z aloesem, ale u mnie naprawdę świetnie się sprawdza :)



Kolejnymi rzeczami są maseczki. Od Selfie Project, AA oraz Ziaji. Maseczka od SP - shine like a Diamond, rzeczywiście nawilża i najlepiej zasycha spośród wszystkich maseczek z tej serii (albo po prostu mi się tak trafiło) i jestem jej największą fanką. Jeśli chodzi o maseczki czarne - oczyszczające, no niestety, ta z tych błyszczących kompletnie się nie sprawdziła, ale za to sprawdza się świetnie zwykła czarna maseczka - również z SP - black head killer.

Maseczka z AA - Bubble Mask - jakiegoś głębokiego oczyszczenia nie zauważyłam, ale moja cera po niej jest bardziej gładka i przyjazna w dotyku, dlatego znalazła się ona w moich ulubieńcach :)

Maseczka z Ziaji - masło kakaowe. Jednym słowem - jest genialna. Uwielbiam moją cerę po niej, żaden krem tak nie nawilża mojej skóry jak ta maseczka.



Ostatnio stałam się wielką fanką peelingów cukrowych, po tym, jak zaczęłam używać peelingu cukrowego na usta. Nie wiedziałam na co się zdecydować, więc zasięgnęłam rad z internetu i padło na peeling cukrowy z firmy Tutti Frutti + szczotka do peelingu. Uwielbiam moje ciało po nim, jest bardzo gładkie, nie podrażnione (co niestety parę razy mi się zdarzyło) i nie wysusza (jak to miało miejsce w przypadku innego peelingu, po którym moja skóra w mgnieniu oka zrobiła się szorstka i strasznie sucha) oraz ma przepiękny zapach :)




Ostatnią rzeczą, jest najzwyklejszy balsam do ciała Nivea - ma fajną lekką formułę, łatwo się rozprowadza i naprawdę na długo pozostawia naszą skórę nawilżoną. Przyznam się szczerze, że byłam bardzo sceptycznie do niego nastawiona, bo opinie były różne, więc postanowiłam zaryzykować - kupiłam, sprawdziłam i się w nim "zakochałam".



A Wy, jakich macie swoich ulubieńców? :) 

Udostępnij ten wpis:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

- Komentarze takie jak: spam, obserwacja za obserwacje, prośby o klikanie w banery etc. zostają usuwane - ZAPAMIĘTAJ! MÓJ BLOG TO NIE TABLICA OGŁOSZEŃ
- Weryfikacja obrazkowa wyłączona

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life